Road Trip Iceland 2026 🇮🇸
Dzień 1
Diamond Circle ,,Od wodospadów po wulkaniczne krajobrazy”
Zanim rozpoczęliśmy naszą pierwszą islandzką objazdówkę, postanowiliśmy zacząć przygodę w najlepszy możliwy sposób, od kąpieli w naturalnych źródłach termalnych Forest Lagoon (Skógarböðin), znajdujących się tuż obok Akureyri. I szczerze? Co za przeżycie! Jest coś niesamowitego w siedzeniu w parującej, gorącej wodzie, podczas gdy dookoła otacza nas islandzka natura. A kiedy już byliśmy całkowicie zanurzeni w tym ukropie i cieszyliśmy się ciepłem, zaczęło padać. Być przemoczonym od deszczu i jednocześnie siedzieć w tak gorącej wodzie było czymś wręcz surrealistycznym. To był jeden z tych momentów, kiedy pomyślałam: okej, właśnie po to przyjechałam na Islandię. Po naszej małej termalnej przygodzie byliśmy gotowi rozpocząć właściwą objazdówkę.
Wynajęty samochód zapakowany po brzegi niezbędnymi rzeczami, pozytywne nastawienie i ruszamy! Na pierwszy dzień trasy wyznaczyliśmy atrakcje znajdujące się na szlaku Diamond Circle. W naszym miejscu noclegowym, Blue House, mieliśmy być około 21, a po drodze czekało nas mnóstwo niesamowitych, zapierających dech w piersiach widoków.
Pierwszym miejscem, które mieliśmy okazję zobaczyć z bliska, był wodospad Goðafoss. To jeden z najpotężniejszych wodospadów na Islandii. Prowadziły do niego opustoszałe, jednopasmowe drogi otoczone majestatycznymi pasmami górskimi. Wodospad zrobił na nas naprawdę ogromne wrażenie. Woda wydawała się niezwykle potężnym żywiołem. Kąpiel w tym miejscu byłaby zdecydowanie ostatnią kąpielą w życiu! Porobiliśmy zdjęcia, przeszliśmy się po okolicy i ruszyliśmy dalej, w kierunku krateru Skútustaðir. Tutaj również udało nam się znaleźć bezpłatny parking, co na Islandii nie jest wcale taką oczywistością. Tego punktu raczej nie polecam. Poza pięknymi, puszystymi owcami pasącymi się na zboczach sam krater nie okazał się niczym szczególnym. Moim zdaniem to miejsce można sobie spokojnie odpuścić.
Trzecie miejsce okazało się zupełnie inne od poprzednich. Jak dowiedzieliśmy się później, każdy z wyznaczonych przez nas punktów miał totalnie inny vibe. Tym razem przechadzaliśmy się po kanionie Höfði útsýni 2, otulonym jesiennymi kolorami czerwieni, pomarańczu i żółci. Niesamowite formacje skalne i wodne wyglądały tak, jakby właśnie budziły się z długiego snu. Było to miejsce, które zdecydowanie wyróżniało się na tle pozostałych atrakcji.
Następnie dotarliśmy do jednej z moich ulubionych atrakcji, wulkanu Hverfjall. Na zdjęciach Google nie wyglądał zbyt zachęcająco, ale na żywo? Petarda! Świetne miejsce na spacer. Czarny, wulkaniczny krajobraz, a na nim mocno jaskrawe, słoneczne kolory. Ten kontrast wydawał się wręcz nienaturalny. Widoki z góry były jak z kosmosu. Było wietrznie i wymagająco, ale właśnie dlatego wejście na górę dało nam jeszcze więcej satysfakcji. Zdecydowanie jedno z tych miejsc, które zostają w pamięci na długo.
Ruszamy dalej, bo czas nas gonił! Tego dnia udało nam się zobaczyć jeszcze niezwykle śmierdzące, siarkowe miejsce Hverir z buchającą parą i szarą, błotnistą powierzchnią przypominającą maseczkę na twarz z glinki. Takiego smrodu siarki nie doświadczyłam nigdy wcześniej. Po zaledwie 30 minutach spaceru czułam się jak jajecznica. Doświadczenie nie z tej ziemi, a klimat jak z trzeciego sezonu serialu „Dark”.
Na zakończenie tej pięknej objazdówki zobaczyliśmy jeszcze Selfoss. Zmęczeni, ale zdecydowanie usatysfakcjonowani, udaliśmy się do naszego miejsca noclegowego. Zjedliśmy kolację i w końcu mogliśmy odpocząć w wygodnych łóżkach.
Tyle różnorodnych widoków sprawiło, że poczułam ogromną wdzięczność za to, że mogę doświadczać takich rzeczy na własnej skórze. Że mam siłę, by wdrapywać się na wulkany, podziwiać wodospady i odkrywać kolejne niezwykłe miejsca.
Dziękuję!

Dzień 2
Diamond Beach, czarne plaże i lodowe potwory
Następnego dnia wyruszyliśmy w daleką podróż do Diamentowej Plaży. Czekało nas około sześciu godzin jazdy! Po drodze piliśmy kawkę, testowaliśmy islandzkie produkty i oczywiście podziwialiśmy widoki za oknem. Na jednej ze stacji spotkaliśmy nawet Krzysztofa z „Love Is Blind”, który był tam z nową dziewczyną. Takie niespodzianki podczas podróży! Słońce świeciło, a z nieba nie spadła nawet kropla deszczu. Trudno było sobie wymarzyć lepszą pogodę na tak długą trasę.
Kolejnym przystankiem był prześliczny wodospad Glanni Waterfalloss, przy którym zrobiliśmy sobie mały piknik. Zjedliśmy kanapeczki pesto, napiliśmy się lokalnej oranżady, a następnie udało nam się podejść do wodospadu i go dotknąć. To było naprawdę fajne doświadczenie! Zrobiliśmy sobie również małą sesję zdjęciową i ruszyliśmy dalej.
Pokonaliśmy kolejne godziny drogi i w końcu naszym oczom ukazała się Diamentowa Plaża. Pierwszym punktem po przekroczeniu bramek była wioska wikingów, która, szczerze mówiąc, okazała się trochę turystyczną pułapką. Na szczęście szybko okazało się, że ta część wyprawy ma nam do zaoferowania coś zdecydowanie ciekawszego, prawdziwą czarną plażę. Piasek był niezwykle czysty, a na brzegu znajdowały się różne ciekawe kamienie oraz meduzy, które wypłynęły z oceanu. Plaża była naprawdę wyjątkowa, a w tle wznosiła się przepiękna, potężna góra. Robiliśmy gwiazdy, biegaliśmy po plaży i oczywiście nie zabrakło kolejnej sesji fotograficznej.
Okazało się jednak, że to był dopiero początek czegoś naprawdę niesamowitego. Już kilka kilometrów dalej naszym oczom ukazały się ogromne lodowce Jökulsárlón. Każdy miał inny kształt i wielkość. Niektóre sprawiały wrażenie, jakby rozpływały się na naszych oczach, inne ciągnęły się daleko w głąb zimnej wody. Kontrast między czarnym piaskiem a tymi niesamowitymi lodowymi potworami był wręcz niewiarygodny. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie widziałam. W tamtym momencie poczułam się jeszcze bardziej związana z Islandią i naprawdę uświadomiłam sobie, że podjęłam dobrą decyzję, przyjeżdżając tutaj.
Nasz dzień zakończył się zachodem słońca właśnie obok lodowca. To jedno z tych doświadczeń, których niestety nie da się opisać słowami. Trzeba po prostu tam być, zobaczyć to na własne oczy i poczuć na własnej skórze.
Dlatego serdecznie zapraszam na Islandię! Jutro przed nami ostatni dzień podróży, zarówno w głąb tej przepięknej krainy, jak i trochę w głąb siebie.

Dzień 3
Hengifoss, kanion i urokliwe miasteczka
Ostatniego dnia, z samego rana, odwiedziliśmy szlak hikingowy prowadzący do wodospadu Hengifoss. Cała trasa zajęła nam około dwóch godzin. Podczas wędrówki można podziwiać małe i duże wodospady, skały w różnych odcieniach czerwieni oraz przepiękną islandzką naturę. Trasa nie należy do najłatwiejszych, szczególnie gdy w twarz dmucha bardzo silny wiatr. Taki wysiłek zawsze się jednak opłaca! Pot i energia zużyte podczas wędrówki przekładają się na cudowne przeżycia i wspomnienia.
Jako wisienkę na torcie całej wyprawy wybraliśmy kanion Stuðlagil. Niebieska niczym turkus woda otaczała tam zadziwiające formacje skalne. Kolejne kroki za nami, kolejne niezwykłe widoki zapisane w pamięci.
Na zakończenie dnia odwiedziliśmy Húsavík, miasteczko znane z islandzkiego filmu „Eurovision”.
To urocza, nadmorska miejscowość z przepięknym wybrzeżem i niewielkim kościołem protestanckim. Zatrzymaliśmy się na godzinny spacer, a przy okazji można tam również odwiedzić muzeum morskie lub muzeum związane z filmem „Eurovision Song Contest”.
Dzień zakończyliśmy zachodem słońca w Akureyri i zakupami w Bónusie. I tak dobiegła końca nasza islandzka objazdówka! Tyle kilometrów, tyle różnorodnych krajobrazów, tyle niesamowitych miejsc i wspomnień, które zostaną z nami na długo.
To tyle. Do zobaczenia wkrótce! ✨

Road Trip Iceland 2026 🇮🇸
Day 1
Diamond Circle, from waterfalls to volcanic landscapes
Before starting our first Icelandic road trip, we decided to begin the adventure in the best possible way with a visit to Forest Lagoon (Skógarböðin), a geothermal bathing spot just outside Akureyri. And honestly? What an experience. There is something incredibly special about sitting in steaming-hot geothermal water while surrounded by Icelandic nature. And just when we were completely relaxed and enjoying the warmth, it started to rain. Being completely soaked and sitting in such hot water while rain was falling around us felt almost unreal. It was one of those moments when you think: Okay, this is exactly why I came to Iceland.
After our little geothermal adventure, we were ready to start the actual road trip. Our rented car was packed to the brim with everything we might possibly need, we had a positive attitude, and we were off!
For our first day, we planned to explore several attractions along the Diamond Circle. We had a whole day of incredible, breathtaking places ahead of us. Our first stop was Goðafoss. It is one of the most powerful waterfalls in Iceland, and seeing it up close was quite an experience. The roads leading there were almost completely empty, narrow, one-lane roads surrounded by majestic mountains. Detifoss made a huge impression on us. The water looked like an incredibly powerful force of nature. Swimming there would definitely be my last swim ever!
We took some pictures, walked around the area and continued towards our next stop Skútustaðir Crater. We even managed to find free parking here, which in Iceland is not always something you can take for granted. To be honest, I wouldn’t necessarily recommend this stop. Apart from the beautiful, fluffy sheep grazing on the slopes, the crater itself wasn’t anything particularly spectacular for us. This is definitely one place you could skip if you’re short on time.
The third place turned out to be completely different from the previous ones. As we discovered later, every stop we had planned had a totally different vibe. This time, we wandered through Höfði útsýni 2 Canyon, surrounded by autumn colours, shades of red, orange and yellow. The incredible rock formations looked almost as if they were waking up from a long sleep. It was a completely different side of Iceland and I loved it.
Next came one of my favourite attractions of the day Hverfjall volcano. It didn’t look particularly exciting in the Google photos, but in real life? Absolutely amazing! It was a great place for a walk. Dark volcanic landscapes covered in bright, almost unreal colours created a contrast that looked almost unnatural. The views from the top felt like something from another planet. It was windy and quite challenging, but that made reaching the top even more satisfying. Definitely one of those places that stays in your memory for a long time.
We kept moving because time was running out! That day, we also visited Hverir, an extremely smelly geothermal area filled with steam, bubbling mud and grey, clay-like ground that looked almost like a giant face mask. I had never experienced such a strong smell of sulphur before. After just 30 minutes of walking around, I felt like scrambled eggs. It was an experience from another planet, with a vibe straight out of the third season of Dark.
Tired but definitely satisfied, we finally headed to our accommodation. We had dinner and finally got some well-deserved rest in comfortable beds. So many completely different landscapes in one day made me feel incredibly grateful that I could experience all of this with my own eyes and on my own skin. That I had the strength to climb volcanoes, walk around waterfalls and explore all these incredible places.
Thank you.

Day 2
Diamond Beach, black sand and ice giants
The next morning, we woke up still thinking about the previous day’s adventure. Then we set off on a long journey towards Diamond Beach. We had around six hours of driving ahead of us! Along the way, we drank coffee, tried some Icelandic products and, of course, enjoyed the views through the car windows. At one of the petrol stations, we even ran into Krzysztof from Love Is Blind, who was there with his new girlfriend. You really never know what you might encounter on an Icelandic road trip!
The sun was shining, and not a single drop of rain fell from the sky. We couldn’t have asked for better weather for such a long drive. Our next stop was the beautiful Glanni Waterfalloss, where we had a little picnic. It was such a cool experience! Of course, we also had another little photo session before getting back on the road.
After several more hours of driving, we finally reached Diamond Beach. The first attraction after entering was a Viking village. To be completely honest, it turned out to be a bit of a tourist trap. Luckily, we soon discovered that the real magic was somewhere else, the actual black-sand beach. The sand was incredibly clean, and there were all kinds of interesting stones scattered along the shore, as well as jellyfish that had washed up from the ocean. The beach itself was truly unique, with a huge, beautiful mountain in the background. We did cartwheels, ran around the beach and, of course, had another photo session.
But it turned out this was only the beginning of something even more incredible. Just a few kilometres further, we saw enormous glaciers. Each one had a completely different shape and size. Some looked as if they were slowly melting away, while others stretched far into the freezing water. The contrast between the black sand and these enormous ice giants was absolutely fascinating. I had never seen anything like it before. Standing there, I felt even more connected to Iceland. It was also one of those moments when I genuinely realised that coming here had been the right decision for me. We ended our day watching the sunset right next to the glacier.
This is one of those experiences that simply cannot be described properly with words. You have to be there. You have to see it with your own eyes and feel it for yourself.
So, seriously, come to Iceland! 🇮🇸
Tomorrow would be our final day of the road trip, another journey deeper into this incredible land and, in a way, a little deeper into ourselves too.

Day 3
Charming Icelandic towns
On our last day, we started early and headed for the hiking trail leading to Hengifoss waterfall. The whole hike took us around two hours. There is free parking at the beginning of the trail. Throughout the hike, you can see both small and large waterfalls, rocks in different shades of red and, of course, Iceland’s incredible nature. The trail isn’t the easiest, especially when a very strong wind is blowing directly into your face. But this kind of effort is always worth it. The sweat, tired legs and energy spent during the hike somehow turn into the best memories.
As the cherry on top of our entire trip, we chose Stuðlagil Canyon. The turquoise-blue water surrounded incredible rock formations, creating another landscape that looked almost unreal. Another place checked off the list. Another incredible memory to take home.
To finish the day, we visited Húsavík, a town known from the Icelandic film Eurovision. It’s a charming seaside town with a beautiful coastline and a small Protestant church. We stopped there for about an hour to walk around, and if you have more time, you can also visit the maritime museum or the museum connected with Eurovision.
We ended the day watching the sunset in Akureyri and doing some shopping at Bónus. And just like that, our Icelandic road trip came to an end. So many kilometres. So many completely different landscapes. So many incredible places and memories that will stay with us for a very long time.
That’s it for now. See you soon! ✨
