Litwa to nie tylko Wilno

Niedawno udało mi się odbyć wspaniałą podróż do Litwy. Udałam się tam autem z innymi cudownymi podróżniczkami z Polski. Mimo że dopiero co się poznałyśmy, cała trasa autem z dziewczynami była istną przyjemnością. Nie zabrakło wspólnego śpiewania, licznych plotek i naprawdę głębokich tematów. W planie miałyśmy Wilno, Kowno oraz tygodniowy projekt Erasmus+ w Čiūrai.

No to lecimy z tematem krok po kroku.

Wilno i nasz śmierdzący apartament na samej starówce. Okej, tani, ale żeby miał taki okropny zapach… Przynajmniej było to motywacją do częstego przebywania na świeżym powietrzu, w samym sercu miasta.

Wilno jest przeurocze, czyściutkie, z pięknymi parkami i eleganckimi budynkami. Pierwszego dnia udało nam się przespacerować głównymi uliczkami, zajrzeć do kilku kościołów i wstąpić na tradycyjny litewski barszcz oraz cepeliny. Nie moje klimaty, ale jak już podróżować, to w pełni, poznając kulturę z wielu perspektyw.

Nie mogło oczywiście zabraknąć wizyty w sklepie spożywczym i zakupu lokalnych sūreli. Zakochałyśmy się w ich aksamitnej strukturze i chrupiącej czekoladzie. Przepadłyśmy i zaczęłyśmy praktykować rytuał, w którym każda kupowała po jednym, a potem w kółeczku dzieliłyśmy się nimi i próbowałyśmy wszystkich smaków. Po skosztowaniu chyba wszystkich wariantów, nasze top to zdecydowanie matcha i malina.

Pierwszy pełny dzień w Wilnie, a w nim między innymi poranek w kościele. Ale nie na mszy, taka niespodzianka! Na starówce, w jednym z kościołów, znajduje się naleśnikarnia Pirmas Blynas, w której pracują osoby z niepełnosprawnościami. Cudowna inicjatywa, którą zdecydowanie popieramy, zarówno sam koncept, jak i smak! Warto zajrzeć, nie tylko dla jedzenia, ale też po to, żeby wesprzeć naprawdę fajne i potrzebne miejsce.

Gdy brzuszki miałyśmy już pełne, udałyśmy się do najciekawszej moim zdaniem dzielnicy artystycznej Zarzecza (Užupis). I tutaj Wilno pokazało nam swoje zdecydowanie bardziej kolorowe i nieoczywiste oblicze. Na każdym kroku rozpościerały się murale, uliczne dekoracje, obrazy i małe artystyczne instalacje. Miałyśmy wrażenie, że za każdym rogiem czeka na nas coś nowego.

Z radością zaglądałyśmy do maleńkich vintage shopów, sklepików z kadzidełkami i lokalnymi drobiazgami. To właśnie takie miejsca najbardziej lubię podczas podróży, niekoniecznie te najbardziej znane i oblegane, ale te, które pozwalają poczuć klimat miasta i zobaczyć, czym żyją jego mieszkańcy.

Na lunch zrobiłyśmy sobie piknik pod płaczącymi wierzbami. Było spokojnie, zielono i trochę bajkowo. Taki moment, w którym człowiek na chwilę zapomina, że gdzieś się spieszy i po prostu siedzi, rozmawia i cieszy się tym, że jest dokładnie tu, gdzie jest.

Później przyszedł oczywiście czas na kawę i ciacho. Skosztowałyśmy ich w mon., gdzie zrobiłyśmy sobie małą przerwę od zwiedzania. Bo przecież żadna porządna podróż nie może obejść się bez odkrywania lokalnych kawiarni.

Dzień zakończyłyśmy zachodem słońca na jednym z najlepszych punktów widokowych w Wilnie Górze Trzech Krzyży. Wspinaczka była tego warta. Z góry rozciągał się piękny widok na całe miasto, a romantyczne, pastelowe niebo wprawiło nas w stan totalnego rozmarzenia i relaksu. Siedziałyśmy, patrzyłyśmy na Wilno z góry i chyba wszystkie zgodnie uznałyśmy, że właśnie dla takich chwil się podróżuje.

Kowno, czyli nasz trzeci dzień na Litwie. Spokojne, urokliwe i zdecydowanie mniejsze niż Wilno. Po intensywnym zwiedzaniu stolicy taki dzień był dla nas miłą odmianą, bez pośpiechu, bez gonienia za kolejnymi atrakcjami i z dużą ilością czasu na zwykłe włóczenie się po mieście.

Zobaczyłyśmy zamek, przespacerowałyśmy się główną ulicą i oczywiście zrobiłyśmy sobie nasz już chyba ukochany piknik. Kowno wydało mi się bardziej kameralne i spokojne niż Wilno. Miało w sobie coś bardzo przyjemnego, idealne miasto na niespieszny spacer, odkrywanie małych uliczek i zatrzymywanie się tam, gdzie akurat coś przyciągnie wzrok.

A skoro o zatrzymywaniu się mowa, z naszych polecajek zdecydowanie warto zapisać sobie KAVA virė. Pyszna kawa, przyjemny klimat i idealne miejsce na małą przerwę podczas zwiedzania. Oczywiście nie mogłyśmy sobie odmówić tej przyjemności.

To był jeden z tych dni, które nie potrzebują wielkiego planu. Trochę spacerowania, trochę jedzenia, dużo rozmów i jeszcze więcej śmiechu. Czasami właśnie tak wyglądają moje ulubione podróżnicze dni.

Čiūrai. Najmniej znane, a najbardziej wyjątkowe!

A w nim nasz cudowny projekt ,,The Algorithm of Love” poświęcony relacjom, połączeniu z naturą i przede wszystkim połączeniu z samą sobą. Było to holistyczne wejrzenie w głąb siebie, a wszystko to w otoczeniu magicznej natury tej części Litwy.

Lasy tak zielone i tak pięknie szumiące, że trudno było się nimi nacieszyć. Przejrzyste, rwące rzeki, niesamowite rośliny i zwierzęta, a do tego cisza, której tak często brakuje nam na co dzień. Natura była tutaj nie tylko tłem dla całego projektu, była jego integralną częścią.

To miejsce zachęciło mnie do odłączenia się od świata zewnętrznego, zwolnienia i przebywania w stanie spokoju oraz czystej, dziecięcej radości. Przez chwilę nie trzeba było niczego osiągać, niczego sprawdzać ani nigdzie się spieszyć. Można było po prostu być.

Oczywiście nie zabrakło też tworzenia nowych, wspaniałych i naprawdę głębokich relacji. Było morsowanie, saunowanie, brak elektryczności, taniec intuicyjny, długie rozmowy i wspólne odkrywanie siebie nawzajem. Były momenty śmiechu, wzruszeń, zmęczenia, ciszy i totalnego odpuszczenia. Wszystko to razem stworzyło doświadczenie, którego chyba nie da się opisać w kilku zdaniach.

Poznałam też od podszewki kulturę litewską, tradycyjne tańce, śpiewy, zwyczaje, a nawet miałam okazję obserwować tradycyjny litewski ślub. To było niezwykłe doświadczenie, bo zamiast tylko oglądać Litwę jako turystka, mogłam na chwilę stać się częścią jej kultury i codzienności.

Tak dużo się działo. Tak wiele wspaniałych warsztatów, rozmów i doświadczeń mnie spotkało, że wróciłam z tego projektu zdecydowanie odmieniona. Z nową energią, spokojniejszą głową i poczuciem, że coś we mnie naprawdę się zmieniło.

I wiem, że właśnie ten maleńki Čiūrai będzie miejscem, do którego będę wracała. Jeśli nie fizycznie, to na pewno w myślach, wspomnieniach i emocjach.

ENG 🇬🇧

Lithuania A Journey into Nature,

Recently, I had the chance to take an amazing trip to Lithuania. I travelled there by car with some wonderful fellow travellers from Poland. Even though we had only just met, the entire road trip with the girls was an absolute pleasure. There was plenty of singing along to music, lots of gossip, and some genuinely deep conversations. Our plan included Vilnius, Kaunas, and a week-long Erasmus+ project in Čiūrai.

So, let’s take it step by step.

Vilnius and our smelly apartment right in the Old Town. Okay, it was cheap, but did it really have to smell that awful? At least it gave us plenty of motivation to spend as much time as possible outdoors, right in the heart of the city.

Vilnius is absolutely charming, spotlessly clean, with beautiful parks and elegant buildings. On our first day, we managed to walk through the main streets, visit a few churches, and try some traditional Lithuanian dishes – beetroot soup and cepelinai. Not exactly my cup of tea, but if you’re going to travel, you might as well experience the culture from as many perspectives as possible.

Of course, we couldn’t skip a visit to a local grocery store and a taste of the famous sūrelis. We instantly fell in love with their silky texture and crunchy chocolate coating. We were hooked and started a little ritual: each of us would buy one, and then we would sit in a circle, share them, and taste all the different flavours together. After trying what felt like every possible variety, our absolute favourites were definitely matcha and raspberry.

Our First Full Day in Vilnius

Our first full day in Vilnius, starting with a morning in a church. But not for Mass, surprise!

Right in the Old Town, one of the churches is home to Pirmas Blynas, a pancake restaurant where people with disabilities work. Such a wonderful initiative, and one we absolutely support both the concept and, of course, the food! It is definitely worth stopping by, not only for the pancakes but also to support such a meaningful and inclusive place.

Once our bellies were full, we headed to my favourite district in Vilnius, the artistic neighbourhood of Užupis. This was where Vilnius showed us its much more colourful and unconventional side. Everywhere we looked, there were murals, street decorations, paintings and little artistic installations. It felt like there was something new waiting for us around every corner.

We happily wandered into tiny vintage shops, incense stores and little local boutiques. These are exactly the kinds of places I enjoy most when travelling, not necessarily the most famous or crowded attractions, but the small spots that let you get a feel for the city and see a little bit of everyday local life.

For lunch, we had a picnic under the weeping willows. It was peaceful, green and almost a little magical. One of those moments when you forget that you are supposed to be somewhere or do something and simply sit, talk and enjoy being exactly where you are.

Later, of course, it was time for coffee and cake. We stopped at mon for a little break from sightseeing. Because no proper trip can be complete without discovering local cafés.

We ended the day watching the sunset from one of the best viewpoints in Vilnius, the Hill of Three Crosses. The climb was absolutely worth it. From the top, we had a beautiful view over the whole city, while the romantic pastel sky put us all into a dreamy and relaxed mood. We sat there, looking over Vilnius from above, and I think we all silently agreed that these are exactly the moments we travel for.

Kaunas

Kaunas, our third day in Lithuania. Peaceful, charming and definitely smaller than Vilnius. After a few more intense days of exploring the capital, this slower pace was a lovely change, no rushing, no trying to tick off every attraction, just plenty of time to wander around and enjoy the city.

We visited the castle, walked along the main street and, of course, had what had by then become our favourite thing to do, a little picnic.

Kaunas felt more intimate and laid-back than Vilnius. There was something very pleasant about its atmosphere, it felt like the perfect city for a slow walk, discovering little streets and stopping whenever something caught our attention.

And speaking of places worth stopping at, definitely add KAVA virė to your list. Delicious coffee, a lovely atmosphere and the perfect spot for a little break during sightseeing. Naturally, we couldn’t resist.

It was one of those days that didn’t need a big plan. A bit of walking, a bit of food, lots of conversations and even more laughter. Sometimes, these are exactly what my favourite travel days look like.

Čiūrai

And finally, the least-known place, but without a doubt the most extraordinary and wonderful one. Čiūrai.

This is where our beautiful project ,,The Algorithm of Love” about relationships, connection with nature and, above all, connection with ourselves took place. It was a holistic journey inward, all surrounded by the magical nature of this part of Lithuania.

Forests so green and so beautifully alive with the sound of the trees that it was impossible to get enough of them. Crystal-clear, rushing rivers, incredible plants and wildlife, and a kind of silence that is so difficult to find in everyday life. Nature was not simply the background to our project, it was an essential part of it.

The project encouraged me to disconnect from the outside world, slow down and experience a state of peace and pure, childlike joy. For a while, there was no need to achieve anything, check anything or rush anywhere. I could simply be.

Of course, there was also plenty of space for creating new, wonderful and truly deep relationships. We went cold-water swimming, enjoyed saunas, lived without electricity, practised intuitive dance, had long conversations and discovered more and more about ourselves and each other. There were moments of laughter, emotion, exhaustion, silence and complete letting go. All of these experiences came together to create something that is honestly difficult to put into words.

I also got to experience Lithuanian culture from the inside, traditional dances, songs and customs, and I even had the opportunity to witness a traditional Lithuanian wedding. It was an incredible experience because instead of simply observing Lithuania as a tourist, I could briefly become part of its culture and everyday life.

So much happened. I took part in so many wonderful workshops, conversations and experiences that I came back from this project feeling genuinely changed. With new energy, a calmer mind and the feeling that something inside me had truly shifted.

And I know that this tiny place called Čiūrai will be somewhere I return to. If not physically, then definitely in my thoughts, memories and emotions.

Please follow and like us:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *